Nadchodzi jesień. Robi się chłodno i szaro.
Jesień zazwyczaj skłania do melancholii, do rozmyślań i przypominania sobie różnych rzeczy.
Dziś w rozmyślaniach całkowite zaćmienie księżyca, gdyż akurat miało miejsce w Polsce. Widok ciekawy, ale w mojej lokalizacji, tylko przywołany z pamięci, gdyż niebo pokrywał piękny kożuch chmur. Gdy zaćmienie się skończyło, księżyc wyjrzał zza tychże i rozświetlił okolicę. Następne zaćmienie - w 2028r. Może będzie bezchmurnie.
Tymczasem dziś wszędzie można było przeczytać o "krwawym księżycu". Po co takie nazwy? W 21 wieku? Obyczaje, zabobony, a może podkręcenie zainteresowania? Dla mnie irytujące i zbędne. Po prostu - zjawisko astronomiczne, które doskonale znamy, wiemy jak przebiega, skąd kolory i efekty wizualne. Że wygląda ciekawie? Tak. Że nie zdarza się (zbyt) często? Tak. Ale przecież, nie może obejść się bez prześcigania w nadawaniu nazw, bo dopiero wtedy rzecz robi się ciekawa...
Dobranoc.
Foto Philo - kocham fotografować